Różowy październik – wpis mocno osobisty

Historia jakich wiele

 Jak zapewne niektórzy z Was zauważyli na moim blogu nie pojawiają się ostatnio przykłady lekcji ani rozwiązań metodycznych. Zamieszczam raczej przemyślenia o  edukacji, piszę artykuły o tym, co nas otacza.  Staram się analizować oświatową rzeczywistość i dzielić się z Wami tymi przemyśleniami. Nie piszę o swojej praktyce, gdyż od połowy września nie ma mnie w szkole, nie prowadzę lekcji, nie wymyślam nowych rzeczy dla moich uczniów. Walczę z nowotworem i skutkami ubocznymi chemioterapii.  Na początku leczenia powiedziałam sobie, że żaden alien nie będzie mi tu rządził i staram się tego trzymać. Wydawało mi się, że między chemiami będę wracała do pracy i eksperymentowała w nowej szkole.  Jednak choroba  uczy pokory.  Dziś po kilku cyklach chemioterapii wiem już, że  alien to kawał przeciwnika, którego pokonanie wymaga siły i wyrzeczeń.  Walka z każdym dniem jest trudniejsza, ciało słabsze, a skutki leczenia coraz dotkliwsze. I mimo, że duch rwie się do działania, reszta odmawia posłuszeństwa…

Gotowość

Lekarz nie owijał w bawełnę. Prosto z mostu wypalił, że to nowotwór złośliwy i do tego w typie o raczej słabych rokowaniach. I wiecie co? Zaskoczyła mnie moja reakcja. Byłam bardzo spokojna i po prostu podjęłam leczenie. Bez szlochów, załamań i pytań, dlaczego ja. Odezwał się chyba duch buntowniczki, którą jestem.  I wtedy uświadomiłam sobie, że właściwie nic nie wiem o tej chorobie.  Nie wiem, co mnie czeka. Nie mam kogo zapytać, o takie zwykłe, praktyczne rzeczy. Wtedy odnalazłam grupę na FB – RAK PIERSI – OSWOIĆ STRACH. Grupa wsparcia dla AMAZONEK. Z jednej strony to prawdziwa kopalnia doświadczeń i praktycznej wiedzy, z drugiej…tysiące historii. Niesamowite wsparcie w trudnych chwilach, motywacja, przyjaźnie i spotkania, ale także pożegnania tych, które nie dały rady alienowi.  

Kiedy tak rozmawiam z koleżankami z grupy i myślę sobie o moim przypadku, dochodzę do wniosku, że… nikt mi nie powiedział. Ani razu na swojej drodze nie spotkałam lekarza, nauczyciela, kobiety, którzy powiedzieliby mi, jak dbać o siebie. Jak się badać? Jak często?  Nie przypominam sobie ani jednej lekcji poświęconej samobadaniu piersi, mimo iż dobrze pamiętam, że w liceum miałyśmy spotkania z ginekologiem.  Guzek znalazłam sobie sama, bo od kilku lat co jakiś czas sprawdzałam piersi. Nie miałam jednak pojęcia, że aż tak liczy się czas, że każdy tydzień zwłoki i kolejne przekładanie terminu usg przez lekarza, daje przewagę alienowi. Nie wiedziałam także mnóstwa innych rzeczy…

Rozmowy z dziewczynami z grupy, obserwacje, jak bardzo ludzie po diagnozie są zszokowani i zagubieni oraz moje własne doświadczenia zbudowały we mnie gotowość, by głośno mówić o chorobie. Chodzę w turbanach i nie udaję, że wszystko jest jak dawniej. Poszłam do fryzjera i poprosiłam o ścięcie włosów zanim zaczęły wypadać. Oddalam je na peruki do Fundacji Rak’n’roll. Resztę fryzjerka zgoliła na oczach zszokowanych klientek. Jaki był efekt? Panie podchodziły do mnie, rozmawiałyśmy. Moje działanie przypomniało im o badaniach. 

Lekcja

Od początku choroby  towarzyszy mi myśl o tym, dlaczego w szkole uczono mnie tylu pierdół, a o zagrożeniu rakiem piersi nikt mi nie powiedział? Dlaczego ja sama, mając klasy wychowawcze, nigdy nie zrobiłam lekcji dla moich uczniów? Można gdybać, że nie ma tego w programie albo że to zbyt trudny temat. Można też przyjąć, że wielu problemów nie dostrzegamy, dopóki one nas bezpośrednio nie dotkną. Możliwe. Nie umiem znaleźć odpowiedzi na to pytanie… 

Podczas ostatniej chemii obok mnie w sali siedziała młoda, śliczna dziewczyna. Tegoroczna maturzystka.  Guzy w obu piersiach, przerzuty do węzłów chłonnych. Patrząc na nią, postanowiłam przygotować lekcję o nowotworze piersi.  Dziś się z Wami nią dzielę, w nadziei, że zaniesiecie tę wiedzę swoim uczniom. Jeśli choć jednej osobie uratuje to życie – będzie warto. 

PLAN NA ŻYCIE:  https://app.nearpod.com/?pin=1C85CA789B60905ED6AE7FDA5DD271BA-1  

 

Dodaj komentarz