You are currently viewing Znaczenie ma znaczenie #szkołaodkuchni

Znaczenie ma znaczenie #szkołaodkuchni

Znaczenia. Najwięcej nieporozumień pojawia się wtedy, gdy jesteśmy przekonani, że wszyscy myślimy o tym samym.

Jest taki genialny wiersz Szymborskiej „Na wieży Babel”. Dwoje ludzi prowadzi w nim rozmowę. Padają pytania, pojawiają się odpowiedzi, słowa płyną jedno po drugim. Teoretycznie wszystko się zgadza. Tylko że rozmówcy nie słyszą się wzajemnie, zakleszczeni w swoim rozumieniu sytuacji. Każde z nich mówi o czymś innym, każde nadaje wypowiadanym słowom własne znaczenia. Powstaje dialog, który jest jednocześnie rozmową i jej zaprzeczeniem.

Trudno o lepszą metaforę współczesnych debat o edukacji.

Spór o znaczenia

Jednym z głównych źródeł edukacyjnych burz nie są wcale poglądy, lecz różnice znaczeń. Wiele sporów, które pozornie dotyczą oceniania, motywacji, wyróżniania uczniów czy organizacji szkoły, ma w istocie charakter semantyczny. Rozmawiający posługują się tymi samymi wyrazami, przypisując im jednak odmienne treści.

Zjawisko to jest dobrze znane językoznawcom. Znaczenie słów nie jest ani stałe, ani jednoznaczne. Wiele pojęć funkcjonujących w języku naturalnym ma charakter polisemiczny, co oznacza, że jeden wyraz może odnosić się do kilku różnych zjawisk. Dopóki uczestnicy rozmowy są świadomi tej wieloznaczności, komunikacja przebiega bez większych zakłóceń. Problem pojawia się wtedy, gdy różne znaczenia zostają pomieszane albo gdy interlokutorzy zakładają, że używają słów w identycznym sensie.

Debata o edukacji pełna jest takich pułapek.

Dobrym przykładem pozostaje słowo „ocena”. W języku potocznym oznacza ono najczęściej wyrażenie opinii o człowieku lub jego działaniach. W szkolnej codzienności kojarzy się przede wszystkim ze stopniem zapisanym w dzienniku. W pedagogice natomiast odnosi się do znacznie szerszego procesu gromadzenia informacji o postępach ucznia, interpretowania tych informacji i wykorzystywania ich do wspierania uczenia się.

Nieprzypadkowo wokół oceniania narastają emocje. Rodzic protestujący przeciwko „ciągłemu ocenianiu” może mieć na myśli nadmiar stopni. Nauczyciel odpowiadający na taki zarzut myśli często o informacji zwrotnej, bez której trudno mówić o skutecznym uczeniu się. Obie strony używają tego samego wyrazu. Każda mówi jednak o innym zjawisku.

Podobny problem dotyczy słowa „nagroda”.

Jeżeli rodzic płaci dziecku za wysokie stopnie, obiecuje nowy telefon za świadectwo lub uzależnia przywileje od średniej ocen, mamy do czynienia z klasycznym systemem nagród zewnętrznych. Osiągnięcie szkolne zostaje powiązane z korzyścią materialną albo przyjemnością niezwiązaną z samym procesem uczenia się. Ocena staje się walutą wymienianą na określone dobra.

Tymczasem świadectwo z wyróżnieniem opisuje zupełnie inne zjawisko. Nie jest zapłatą za wynik. Nie stanowi gratyfikacji materialnej. Pełni przede wszystkim funkcję informacyjną i symboliczną. Informuje o osiągnięciu określonego poziomu rezultatów, a jednocześnie komunikuje, że społeczność dostrzegła czyjś wysiłek i uznała go za wart zauważenia.

W tym miejscu po raz kolejny dochodzimy do problemu znaczeń.

Pod słowem „nagradzanie” ukrywamy dwa odmienne procesy społeczne. Pierwszy polega na wzmacnianiu zachowań za pomocą zewnętrznych korzyści. Drugi wiąże się z publicznym docenianiem osiągnięć i wspólnym świętowaniem sukcesów. Pomieszanie tych dwóch porządków prowadzi do błędnych wniosków i niepotrzebnych konfliktów.

Rytuały wspólnoty

Tymczasem wspólne świętowanie należy do najstarszych mechanizmów budowania wspólnot. Antropolodzy od dawna zwracają uwagę, że grupy społeczne tworzą rytuały, symbole i ceremonie, dzięki którym wzmacniają poczucie przynależności oraz budują wspólną tożsamość. Społeczność nie istnieje wyłącznie dzięki regulaminom i procedurom. Potrzebuje również wydarzeń, które przypominają jej członkom, że należą do czegoś większego niż oni sami.

Zakończenie roku szkolnego można interpretować właśnie jako taki rytuał. Nie sprowadza się ono do rozdania dokumentów. Stanowi symboliczne podsumowanie wspólnego wysiłku, okazję do zauważenia osiągnięć oraz moment, w którym szkoła komunikuje, jakie wartości uznaje za ważne.

Cyfrowy indywidualizm

Perspektywa ta nabiera szczególnego znaczenia w świecie coraz silniej kształtowanym przez technologie cyfrowe.

Od kilku lat obserwujemy narastający kryzys zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Badacze zwracają uwagę na wzrost poczucia samotności, osłabienie relacji rówieśniczych, rosnącą zależność od mediów społecznościowych oraz problemy wynikające z nadmiernego czasu spędzanego przed ekranami. W odpowiedzi na te zjawiska coraz więcej państw i systemów edukacyjnych ogranicza obecność smartfonów w szkołach. Uzasadnienie jest proste: młodzi ludzie potrzebują więcej bezpośrednich kontaktów, realnych relacji i doświadczeń wspólnotowych.

Jednocześnie coraz częściej dyskutuje się o zjawisku określanym mianem AI-indywidualizmu. Dzięki społecznej sztucznej inteligencji użytkownik może otrzymać natychmiastową odpowiedź, wsparcie emocjonalne, rozmowę czy towarzystwo dostosowane do własnych potrzeb. Nie musi czekać. Nie musi uwzględniać perspektywy drugiej osoby. Nie musi negocjować, godzić sprzecznych interesów ani mierzyć się z trudnościami, które są naturalną częścią relacji międzyludzkich.

Z perspektywy jednostki rozwiązanie to wydaje się niezwykle wygodne. Z perspektywy społecznej rodzi jednak poważne pytania. Jeżeli coraz większa część doświadczeń młodych ludzi ma charakter indywidualny, spersonalizowany i zapośredniczony przez technologię, tym większego znaczenia nabierają te sytuacje, które budują poczucie wspólnoty.

Dlatego warto zauważyć pewną sprzeczność obecną we współczesnej debacie edukacyjnej. Z jednej strony dostrzegamy problem osłabiania więzi społecznych i uznajemy go za na tyle poważny, że ograniczamy obecność telefonów w szkołach. Z drugiej zaczynamy podważać sens części rytuałów wspólnotowych, których funkcją jest dostrzeganie osiągnięć, budowanie wspólnej tożsamości oraz wzmacnianie poczucia przynależności. 

Nie oznacza to oczywiście, że szkoła powinna doceniać wyłącznie najwyższe wyniki. Dojrzała społeczność potrafi zauważyć wysiłek, rozwój, wytrwałość, odpowiedzialność czy gotowość do pomagania innym. Rezygnacja z samej idei publicznego doceniania osiągnięć oznaczałaby jednak osłabienie jednego z mechanizmów, które od wieków spajają ludzkie wspólnoty.

Nazwać problem

Jak widać, „afera lodowa” nie dotyczy wcale edukacji. Dotyczy języka i rozumienia świata wokół.

Edukacja od lat próbuje opisywać zjawiska naukowe słowami zaczerpniętymi z języka potocznego. W efekcie gubimy precyzję, bo używane wyrazy żyją własnym życiem, obciążone są emocjami, konotacjami i stereotypami. A językowy obraz świata w polszczyźnie jest naprawdę bogaty.

Nie pomaga fakt, że również język prawa oświatowego posługuje się pojęciami o wysokim stopniu wieloznaczności i potoczności. Mówimy o ocenianiu, choć w wielu sytuacjach bliżej nam do pomiaru dydaktycznego. Mówimy o motywacji, choć raz mamy na myśli zaangażowanie, a innym razem system nagród. Posługujemy się pojęciem sukcesu, nie określając, czy chodzi o wynik, postęp, wysiłek czy osiągnięcie określonego standardu.

Dopóki nie zaczniemy odróżniać znaczeń potocznych od znaczeń naukowych, będziemy skazani na absurdalne spory. Będziemy godzinami dyskutować o ocenach, nie wiedząc, czy rozmawiamy o stopniach, informacji zwrotnej czy pomiarze osiągnięć. Grożą nam kłótnie o nagrody, choć jedni mają na myśli materialną gratyfikację, a drudzy wspólne świętowanie sukcesu.

A przecież nie da się rozwiązać problemu, którego nie potrafimy precyzyjnie nazwać.

Jeśli po lekturze tego tekstu masz poczucie, że ktoś nazwał coś, co od dawna chodziło Ci po głowie – możesz postawić mi symboliczną kawę. To drobny gest, który pomaga mi tworzyć kolejne teksty dla osób, które chcą myśleć o edukacji mądrzej, odważniej i bez uproszczeń.

Postaw kawę dla Edukacja 4.0 na buycoffee.to

Dodaj komentarz