You are currently viewing Uczciwość zaczyna się w szkole

Uczciwość zaczyna się w szkole

Dyskusja o uczciwości

Najciekawsza część tej historii wcale nie wydarzyła się w szkole. Rozegrała się pod artykułem opisującym sprawę siedemnastolatka, który miał sfałszować wpis w dzienniczku praktyk. To właśnie tam można zobaczyć, jak współcześnie rozumiemy uczciwość.

Wpadła mi dziś w ręce opublikowana kilka dni temu historia siedemnastoletniego ucznia z Gostynia, który miał sfałszować wpis w dzienniczku praktyk zawodowych, aby uzyskać pozytywną ocenę i ukończyć rok szkolny. Chłopak oszukał wychowawcę i odebrał świadectwo. Gdy jednak zweryfikowano dokument, okazało się, że uczeń dopuścił się oszustwa. Sprawą zajęła się policja. Historia ta mogłaby stać się pretekstem do ważnej dyskusji o granicach odpowiedzialności, znaczeniu dokumentów czy roli uczciwości w procesie wychowania. Tymczasem komentarze zamieszczone pod artykułem idą w zupełnie innym kierunku. W zdecydowanej większości nie dotyczą one bowiem samego czynu, lecz wszystkiego, co znajduje się wokół niego.

Jedni wskazują na zaniedbania pracodawcy, który nie uzupełnił dokumentacji praktyk. Inni kwestionują sposób postępowania nauczyciela, zastanawiając się, dlaczego przyjmował zdjęcia dokumentów wysyłane na prywatny numer telefonu. Jeszcze inni przenoszą uwagę na afery polityczne, fałszywe dyplomy, nieuczciwych urzędników czy osoby publiczne, które dopuściły się znacznie poważniejszych nadużyć i nie poniosły konsekwencji.

Choć każdy z tych wątków może stanowić odrębny przedmiot debaty, żaden nie odpowiada na najprostsze pytanie, jakie należałoby postawić na samym początku: Czy sfałszowanie dokumentu jest przestępstwem?
Na tak postawione pytanie większość z nas odpowiedziałaby: tak. I tu dyskusja powinna się zakończyć. Zgodnie z Kodeksem karnym (art. 270), podrabianie, przerabianie dokumentu lub używanie takiego dokumentu jako autentycznego podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Tu jednak możemy obserwować charakterystyczną cechę współczesnych dyskusji o normach społecznych. Coraz rzadziej oceniamy określone zachowanie przez pryzmat wartości, które zostały naruszone. Zamiast tego próbujemy relatywizować odpowiedzialność, zestawiając dany czyn z innymi, poważniejszymi przypadkami łamania prawa lub zasad etycznych. W efekcie rozmowa o nieuczciwości przekształca się w licytację, kto dopuścił się większego nadużycia i komu bardziej „uszło ono na sucho”.

 

Tymczasem fakt, że istnieją osoby, które dopuściły się poważniejszych przestępstw, nie zmienia moralnej oceny fałszerstwa dokonanego przez ucznia. Podobnie zaniedbania pracodawcy czy ewentualne błędy proceduralne po stronie szkoły nie sprawiają, że podrobienie dokumentu przestaje być podrobieniem dokumentu. Są to kwestie, które mogą mieć znaczenie dla oceny całej sytuacji, lecz nie unieważniają odpowiedzialności za własne decyzje.

Szkolna nieuczciwość nie jest niewinnym wybrykiem

Jeszcze bardziej zastanawiające są jednak komentarze, w których pobrzmiewa wyraźna pobłażliwość wobec samego oszustwa. „Przecież nikogo nie zabił”, „to tylko ocena”, „za naszych czasów każdy poprawiał jedynkę na czwórkę”, „nagana i tyle”. Takie wypowiedzi nie tylko minimalizują znaczenie konkretnego czynu, lecz przede wszystkim ujawniają, jak głęboko zakorzeniło się przekonanie, że szkolna nieuczciwość stanowi niemal naturalny element procesu edukacji. Nie mówimy już o złamaniu prawa. Mówimy o młodzieńczym wybryku, sprycie, zaradności albo pechu, że tym razem ktoś został przyłapany.

To zjawisko budzi znacznie większy niepokój niż sam opisany przypadek. Szkoła jest bowiem pierwszą instytucją, w której młody człowiek uczy się funkcjonowania w świecie opartym na zaufaniu społecznym. To właśnie tutaj odkrywa, że podpis oznacza wzięcie odpowiedzialności za określoną treść, dokument potwierdza stan faktyczny, a ocena ma być świadectwem rzeczywiście posiadanych kompetencji.

Jeżeli jednak równocześnie obserwuje, że ściąganie, podrabianie podpisów rodziców, fałszowanie usprawiedliwień, korzystanie z niedozwolonych pomocy podczas egzaminów czy przepisywanie cudzych prac spotyka się przede wszystkim z pobłażliwym uśmiechem dorosłych, otrzymuje komunikat znacznie silniejszy niż wszystkie wychowawcze deklaracje wpisane do programu profilaktyczno-wychowawczego szkoły. Brzmi on: „uczciwość jest wartością względną, a granice wolno przekraczać”.

Nie jest przypadkiem, że psychologowie zajmujący się rozwojem moralnym podkreślają znaczenie codziennych doświadczeń w kształtowaniu systemu wartości. Człowiek nie uczy się uczciwości podczas jednorazowej pogadanki wychowawczej ani poprzez lekturę szkolnego statutu. Poznaje ją, obserwując reakcje otoczenia na własne zachowania. To właśnie konsekwencje – przewidywalne, sprawiedliwe i proporcjonalne – pozwalają zrozumieć, że określone normy obowiązują nie dlatego, że ktoś dysponuje możliwością wymierzenia kary, lecz dlatego, że umożliwiają budowanie wzajemnego zaufania.

Uczciwości nie uczą deklaracje, lecz konsekwencje

Dlatego tak często powtarzany argument o „niskiej szkodliwości społecznej” wydaje się chybiony. Owszem, pojedyncze szkolne oszustwo nie zachwieje fundamentami państwa ani nie doprowadzi do katastrofy gospodarczej. Jednak zaufanie społeczne nie rozpada się pod wpływem jednego spektakularnego wydarzenia. Zanika powoli, za sprawą setek drobnych sytuacji, w których przestajemy odróżniać uczciwość od sprytu, odpowiedzialność od skuteczności, a oszustwo od „radzenia sobie”.

Być może właśnie dlatego sprawa z Gostynia jest znacznie ważniejsza, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Tak naprawdę nie dotyczy jednego nastolatka, lecz odsłania sposób myślenia wielu dorosłych. Sposób myślenia, w którym największym problemem okazuje się nie samo sfałszowanie dokumentu, lecz fakt, że tym razem ktoś postanowił potraktować je poważnie.

A przecież szkoła nie ma przygotowywać wyłącznie do zdawania egzaminów. Ma przygotowywać do życia w społeczeństwie. Jeżeli więc uznajemy, że uczciwość ma być fundamentem wykonywania zawodów zaufania publicznego, prowadzenia działalności gospodarczej, sprawowania funkcji publicznych czy zwyczajnych relacji międzyludzkich, nie możemy jednocześnie udawać, że szkolne oszustwa są jedynie niewinnymi wybrykami.

To właśnie one bardzo często stanowią pierwszą lekcję tego, czy zasady rzeczywiście obowiązują, czy są jedynie deklaracją.

Jeśli ten wpis był dla Ciebie ważny

Jeśli po lekturze tego tekstu masz poczucie, że ktoś nazwał coś, co od dawna chodziło Ci po głowie – możesz postawić mi symboliczną kawę. To drobny gest, który pomaga mi tworzyć kolejne teksty dla osób, które chcą myśleć o edukacji mądrzej, odważniej i bez uproszczeń

Postaw kawę dla Edukacja 4.0 na buycoffee.to

Dodaj komentarz