Granice

Młody chłopak przesuwał lupę po jej zniszczonym ciele. Miała spękaną skórę i mnóstwo zmarszczek. Naturalne kolory dawno wyblakły pokryte pudrem kurzu. Była stara. Napis na odwrocie głosił, że mogła pamiętać wiele. Gdyby ojciec się dowiedział, że leży teraz przed jego synem, wpadłby w szał.

Każdej nocy w tajemnicy młodzieniec rozkładał drogocenną mapę pradziadka na wielkim, kuchennym stole i kreślił palcem szlaki podróży. Nie planował. Raczej uczył się miejsc i marzył o nieodkrytych lądach, o miejscach poza mapą, gdzie nikt jeszcze nie postawił stopy. Ale jak do nich dotrzeć, kiedy nie ma ich na mapach?
Niespodziewanie potrącony łokciem kubek zachwiał się niebezpiecznie i stracił równowagę. Na mapie pojawił się ogromny mleczny ocean. Chłopak w panice chwycił ścierkę i zaczął wycierać biały płyn. Oczyma wyobraźni widział już furię ojca, który dowiaduje się, że jego pierworodny zniszczył największy rodzinny skarb. Boże, żeby tylko nic się z nią nie stało – szeptał pod nosem. Tymczasem z mapą działo się coś przedziwnego. Wszystkie kolory zaczęły się przenikać, kontynenty traciły kontury, znikały granice, oceany i lądy złączyły się. Po chwili przed oszołomionym młodzieńcem leżał już tylko kawałek czarnej nicości.
Kiedy go dotknął, jego dłoń zniknęła w ciemnym odmęcie. Przerażony odskoczył od stołu i popatrzył niepewnie na coś, co chwilę temu było mapą. Nic się nie działo. Zaciekawiony zbliżył się ponownie i spróbował zrzucić przedmiot ze stołu. Nie udało się. Za każdym razem dłoń ginęła w czeluściach mapy.
Młodzieniec przystawił krzesło i wspiął się na stół. Wziął głęboki oddech, zamknął oczy i po chwili zniknął w nicości mapy po pradziadku.
Chyba żyję – pomyślał chłopak. Pod palcami wyczuł miękkość trawy, która po chwili zamieniła się w piasek, by następnie przeobrazić się w asfaltową drogę, a potem w wodę. Poczuł wilgoć i chłód. Co się do cholery dzieje? – pytał sam siebie, wpadając w coraz większy niepokój. Otworzył oczy i natychmiast je zamknął. Oddech i serce przyspieszyły, a ciało zaczęło się trząść. Nie, to niemożliwe – próbował w panice zebrać myśli – to na pewno tylko sen.
Wokół wznosiło się miasto, niepodobne do żadnego innego, które znał. Budowle, pojazdy, drogi, parki nie miały granic. Wszystko wzajemnie się przenikało, tworząc niewyobrażalną kakofonię form i kolorów. Zmysły gubiły się w chaosie, a mózg, nie znajdując niczego stałego, uruchamiał paraliżujący strach. Chłopak ani przez moment nie mógł być pewny swojego położenia. Otaczała go bezgraniczna masa materii, w której na ułamki sekund powstawały znajome elementy świata, by już po chwili przeniknąć w nowy kształt Miasta Bez Granic. Ludzie. Tu muszą być ludzie – pomyślał młodzieniec i wytężył wzrok, próbując dostrzec w tym chaosie chociaż kontur człowieka.
O! Jest. Nie…O Boże! Ludzie istnieli i nie istnieli jednocześnie. Ich ciała nie miały granic i przenikały się nieustająco. Jedyną stałą w Mieście Bez Granic była ludzka psychika, która nie znajdując ani jednego punktu zaczepienia, dryfowała przerażona i samotna, nie mogąc się porozumieć ani sama ze sobą, ani z drugim człowiekiem.
Co ze mną będzie? – chciał krzyknąć młodzieniec, ale jego krzyk wyszedł już z innych ust i zabrzmiał jak echo wśród materii Miasta Bez Granic.

* * *

Dziecko ma prawo! Dziecko się bawi. Nieważne, że niszczy wspólne mienie. Nieistotne, że jego pisk wywierca innym dziurę w głowie. Bez znaczenia, że włazi tam, gdzie nie trzeba i naraża bogu ducha winnych ludzi na konsekwencje. Mało ważne, że znęca się nad znalezionym kotkiem. Dziecko ma prawo to coraz częściej ostateczny argument.
Tymczasem psychologowie są zgodni, co do tego, że granice są nam wszystkim niezbędne. Tworzą ramę naszej osobowości, definiując nas jako jednostki ludzkie. Są swoistym murem, który chroni przed wykorzystaniem przez inne osoby, a inne osoby zabezpiecza przed nami.
Granice pozwalają nam porządkować świat i budować trwałe relacje interpersonalne. Dzięki nim doskonalimy ważne, życiowe kompetencje. Stawiając dziecku granice, uczymy je respektowania praw innych ludzi, wzmacniamy altruizm. Budujemy podwaliny empatii i otwartości na potrzeby kogoś obok nas. Co ciekawe zrozumienie ograniczeń społecznych bardzo wzmacnia rozwój dziecka. Pozwala mu odważnie wypowiadać swoje zdanie oraz przyjmować postawę asertywną. Świadomość tego, że każdy z nas ma obszary zarezerwowane tylko dla siebie, sprawia, że łatwiej nam zidentyfikować te rejony we własnym życiu i zbudować zdrowe poczucie własnej wartości. Czujemy się bezpiecznie w relacjach z ludźmi. Rzadziej wchodzimy w rolę agresora i wywołujemy konflikty, lepiej radzimy sobie z komunikacją
Granice to trudny temat. Z jednej strony powinny być stałe, wiązać się z odpowiedzialnością i konsekwencjami za ich przekraczanie, z drugiej nie mogą być całkowicie sztywne i nieprzepuszczalne. Jeśli ich nie będzie dziecko straci poczucie bezpieczeństwa, jego zachowania mogą stać się agresywne, a relacje z innymi ludźmi trudne. Podobnie będzie, gdy za bardzo usztywnimy ramy i sprawimy, że nasza troska i miłość nie będą przez dziecko odczuwalne. Tutaj nie ma jednej recepty i musimy zdać się na naszą dorosłą intuicję. Pamiętajmy jednak w swoim dążeniu do dobra małego człowieka, jego szczęścia i rozwoju, że granice są naszymi sprzymierzeńcami, a bez nich wysyłamy dziecko w podróż do Miasta Bez Granic.

Grafika ze strony www.zatokaempatii.com

Dodaj komentarz