You are currently viewing Kiedy zaczyna się odpoczynek?

Kiedy zaczyna się odpoczynek?

Dlaczego trzy dni wolnego to za mało na odpoczynek?

Masz wolne. W teorii. W praktyce organizm jeszcze o tym nie wie. Budzisz się o tej samej godzinie, głowa już układa plan, ręka odruchowo sięga po telefon. I nagle łapiesz się na tym, że… nigdzie nie musisz iść. Wprawdzie jest piątek, ale… ustawowo wolny. Dziwne uczucie. Jakby ktoś zdjął ci z barków ciężki plecak. Kamień milowy zaliczony – dotrwałeś do majówki

Dzień pierwszy: ciało dochodzi do głosu

Pierwszy dzień jest oszustwem.

Najpierw odzywa się ciało. I to wcale nie delikatnie. To nie jest czułe: „Dzień dobry, pamiętasz o mnie?”. To raczej: „Dziękuję za uwagę – awaria systemu operacyjnego”. Śpisz dłużej. Długo. Cały dzień? Czyjesz się spuchnięty. Odkrywasz mięśnie, o których istnieniu nie wiedzą nawet mistrzowie fizjoterapii. Już prawie finalizujesz zamówienie nowej powłoki ziemskiej na Amazionie, gdy… Jednak pod koniec dnia coś się zmienia. Następuje samoorganizacja molekularna – jakby poszczególne komórki odnalazły swoje miejsca i na nowo się w nich osadziły, znajdując tyle przestrzeni, ile trzeba.

To jest ten odpoczynek, którego nie załatwisz kawą między lekcjami. Nie gwarantuje go także wieczorny spacer czy fitnes. Tu działa tylko czas. Do ciała musi dotrzeć komunikat – nie ma jutra. Nie musisz. Możesz puścić.

Żeby ciało mogło  usłyszeć ten głos, musi zaistnieć pewien czynnik. Cisza.

Nikt nie dzwoni. Nie woła. Nie przerywa w pół zdania. Nie bombarduje cię tysiące spraw na raz, a emocje nie zmieniają się z szybkością światła. I nagle pojawia się niepokój: czy ja aby czegoś nie zaniedbuję? Nie. Po prostu pierwszy raz od dawna nic cię nie ciągnie w dziesięć stron naraz. To chwila, gdy masz szansę zauważyć, że istnieje coś pod tą siecią bodźców – prawdziwy spokój, cisza, doświadczanie.

Dzień drugi – zjazd po bandzie

Drugi dzień również nie wygląda dobrze. Rozluźniło się napięcie, które trzymało cię w pionie. Nie ma „muszę”.I nagle… nie chce się nic. Siedzisz. Patrzysz. Odkładasz na bok nawet rzeczy, które lubisz.

To jest moment, w którym najłatwiej się ocenić: „Co ze mną nie tak?”. Oglądasz foty znajomych na Insta i rośnie w tobie frustracja. Oni to mają życie – wycieczki, wyprawy, imprezy ze znajomymi. Prawdziwa majówka. A ty siedzisz. Miałeś ogarnąć ogród – tylko patrzysz na narzędzia. Planowałeś wypad na rowerze – nie jesteś w stanie wyprowadzić go z piwnicy. Jesteś jak ten chłop z dramatu Mrożka:

– A może by tak zaorać coś?

– A co?

– A chociażby pole…

– Eeeee tam…

To jest właśnie środek procesu. Głowa zaczyna „czyścić” to, co zbierała: niedokończone myśli, urwane rozmowy, sytuacje, które odłożyłeś, bo nie było czasu się nimi zająć. Czyszczenie tego szamba to także galimatias emocji, często nieuświadomionych. Nie jakieś wielkie dramaty. Raczej zmęczenie, zniecierpliwienie. Czasem zwykła bezsilność. Na co dzień nie ma na to miejsca.

Jest jeszcze jeden kawałek: ludzie. Gdy nadchodzi dzień 'zjazdu’, nagle okazuje się, że nie masz ochoty odbierać telefonów, odpisywać, być dostępny. Odrzucasz zaproszenie na grilla i wypad z koleżankami na kawę. Nie dlatego, że tego nie lubisz czy nie potrzebujesz. Po prostu nie masz już zasobów.

Dzień trzeci – odpoczynek zaczyna kiełkować

Coś się przestawia. Budzisz się i jest znacznie lżej. Nie „wow, mam energię do życia”, ale „może by coś…”. Nie czujesz już tego fizycznego i psychicznego przytłoczenia. Pojawia się pierwsze „chcę”. Robisz coś dla siebie i nie negocjujesz tego w głowie. Czytasz. Idziesz na spacer. Siedzisz w ciszy i to nie jest już dziwne. I wtedy, trochę niepostrzeżenie, wraca ciekawość. Myśl. Idea. Kreatywność. Coś, co nie jest odpowiedzią na wymagania, tylko wynika z ciebie. To jest ten moment, kiedy przypominasz sobie, że jesteś. Przestajesz być wersją pokazową i stajesz się sobą.

Trzy dni

Trzy dni. Ciało trochę odpuszcza. Głowa odrobinę cichnie. Emocje mają gdzie się pojawić. Bodźce przestają atakować. Ludzie na chwilę znikają. Wraca myślenie. Wraca sens.Próbujesz zdrapać siedem warstw zmęczenia. Podejmujesz siedem prób regeneracji w 72 godziny.

Myślisz, że potrzebujesz wolnego weekendu, żeby odpocząć. Nie. Potrzebujesz czasu, by rozminować siedem poziomów zmęczenia, żeby w ogóle poczuć, że odpoczywasz.

Największy błąd, jaki popełniamy, polega na traktowaniu odpoczynku jak jednej, uniwersalnej kategorii. Jakby wystarczyło „mieć wolne”. Tymczasem organizm nie działa tak prosto. Inaczej regeneruje się ciało po chronicznym napięciu. Inaczej przeciążony układ poznawczy. Inaczej emocje, które przez tygodnie działały w trybie tłumienia. Dlatego trzy dni wolnego bywają nie tyle odpoczynkiem, ile dopiero wejściem w proces regeneracji. A jeśli tak jest, to warto zadać ważniejsze pytanie niż „dlaczego nie umiem odpoczywać?”.

Jakiego rodzaju odpoczynku naprawdę potrzebuję?

Jeśli ten temat jest ci bliski, stworzyłam e-book o 7 poziomach odpoczynku, po to, żeby lepiej rozumieć własne zmęczenie i świadomiej dobierać regenerację do tego, czego naprawdę potrzebujesz. Publikację znajdziesz tutaj

Jeśli ten tekst był dla Ciebie ważny


Jeśli po lekturze tego tekstu masz poczucie, że ktoś nazwał coś, co od dawna chodziło Ci po głowie – możesz postawić mi symboliczną kawę.
To drobny gest, który pomaga mi tworzyć kolejne teksty dla osób, które chcą myśleć o edukacji mądrzej, odważniej i bez uproszczeń

Postaw kawę dla Edukacja 4.0 na buycoffee.to

Dodaj komentarz