You are currently viewing Depresja – nauczycielu radź sobie sam

Depresja – nauczycielu radź sobie sam

Po tym wpisie otrzymałam wiele słów wsparcia, chcę więc doprecyzować: Nie opisuję tutaj jednostkowego przypadku ani swojego obecnego stanu. Jestem pod opieką, potrafię rozpoznać kolejny epizod, wiem, jaką mogę zastosować profilaktykę. Opisuję, jak funkcjonuje organizm w depresji i jakich trudności doświadcza coraz więcej nauczycielek i nauczycieli. 

Depresja nauczycieli - nie w gestii MEN

Przeczytałam wczoraj relację Uczycielnica ze spotkania nt. „reformy” z pt. „ministrą”. Nie wzruszyło mnie to, że kolejny raz wywraca się edukację do góry nogami tylko i wyłącznie po to, by wykazać swą przydatność polityczną. Nawet momentami bawi mnie obserwowanie tego cyrku. Wiecie, mamy gnijącego trupa, a kolejna ekipa rządzących polewa go perfumami i ubiera w ciuchy od Louis Vuitton. Normalnie Monty Python odpada w przedbiegach.

Jedna wypowiedź uruchomiła mnie jednak po całości. Otóż dowiedziałam się (a może raczej dosadnie mi przypomniano), że dbanie o nauczycieli, dzięki którym ten trup jeszcze w ogóle trzyma się kupy, nie jest w gestii Ministerstwa Edukacji Narodowej. A tak w ogóle to problem depresji, wypalenia, przeciążenia to nauczyciele sami sobie tworzą, bo się… nie sieciują i nie terapeutyzują nawzajem.

Dzień z depresją

Drogie Panie Ministry –  zapraszam do lektury.
Świt. Między 3.30 a 4.00 rano już nie śpicie. Wybudzacie się „bez powodu” i bez szans na ponowne zaśnięcie. Ciało jest spięte, jakbyście właśnie startowały w biegu na 100m. W głowie kotłują się tysiące myśli, ale nie ma możliwości żadnej z nich uchwycić. Kolejne godziny ćwiczycie się do bycia naleśnikiem w kolejnym wcieleniu.

Ranek. Nie, nie wyskakujecie z łóżka z okrzykiem radości. Boli was każda komórka ciała. Odrzucenie kołdry jest takim wysiłkiem, że musicie chwilę poleżeć, zanim wykonacie kolejny ruch. W tym jakże entuzjastycznym stanie podążacie do łazienki. Tu czynności ograniczone są do minimum, bo każde podniesienie ręki fizycznie boli. Włosy? Makijaż? Ubranie? To za dużo decyzji. Wasz mózg nie jest w stanie podjąć dodatkowego wysiłku i przetworzyć danych. Dwa ruchy szczotką, jakiś podkład, żeby zakryć sińce pod oczami i cokolwiek do założenia, byle wygodne i nie obciążające ciała. Prawie weszłyście na Everest.

Kuchnia. Na środku blatu leżą przygotowane leki. Antydepresanty. Żeby nie zapomnieć. Ale najpierw kawa, bo w głowie macie taką sieczkę, że przez kolejne kilka minut stoicie przed otwartą szafką z kubkami zastanawiając się, co właściwie miałyście zrobić. Kawa jeszcze trochę pomaga. Nawet jeśli to tylko placebo. Otwieracie lodówkę. Jedzenie. Na samą myśl o przełknięciu czegokolwiek ciało krzyczy NIE na wszelkie znane sobie sposoby. No więc tylko kawa. Jeszcze chwila do wyjścia. Myśli nadal wirują, ale udaje się Wam jakoś zebrać potrzebne szpargały – telefon, klucze, jakaś teczka z materiałami. I najtrudniejsze – trzeba wyjść na zewnątrz. Trzy oddechy, zamykacie oczy i…naciskacie klamkę. Dziś poszło nawet nieźle.

Autobus. Prawie godzina dojazdu. Szum, tłok, komunikaty o kolejnych przystankach. Ludzie. Coraz więcej ludzi. Czujecie się, jakby Was ktoś zatopił w szkle. Ciało jest całe spięte, gotowe do ucieczki. Świat dociera w zwolnionym tempie, dźwięki oblepiają. Szukam słuchawek. Wdech wydech. Aplikacja oddechowa pozwala przetrwać. Gdy wysiadam z autobusu, jedno o czym marzę, to zniknąć.

Szkoła. Szum. Krzyki. Piski. Tysiące interakcji, które zalewają Was jak ocean. Toniecie. Lekcje – każda inna, każda z innym zespołem, na innym poziomie i o innej tematyce. Milion rzeczy do pamiętania – sprawdzić zadania, wpisać temat, zrobić ksero, wysłać maila, iść do sekretariatu po marker, potwierdzić wyjście do muzeum, wysłać dyrekcji jakiś papier… lista w stylu never ending story. Zapomnieliście z domu ważnego dokumenty. Nie dokończyliście pic herbaty, bo Jaś właśnie pokłócił się z Tadziem, jakiś rodzic przysłał maila, w którym wylał na Was cały swój jad.

Dzieje się. Mięśnie zaciśnięte do bólu, nie odpuszczają ani na moment. W głowie jeden wielki szum, z którego usiłujecie wyodrębnić poszczególne kawałki i się nimi zająć. Łatwizna, no nie? Zapewne, ale nie w momencie, gdy macie koncentrację na poziomie ameby i przerwy na łączach pamięci operacyjnej. Do tego kontrola. Cały zasób koncentracji przekierowany na kontrolę – nie możesz wybuchnąć, nie możesz się rozkleić, musisz wytrwać. Czas dłuży się w nieskończoność. Cały organizm jedzie na rezerwie. A przecież musicie być na 100% dla dzieci i je wspierać. Macie obowiązek dbać o stan psychiczny uczniów i przyjmować na siebie ich niedostosowania. Nikt Wam nie pomoże w kontaktach z agresywnymi rodzicami. To Wy musicie wziąć na klatę wszystkie konflikty i jeszcze rozwiązać je tak, by wszyscy wokół byli zadowoleni. A ty nauczycielu? A Ty radź sobie sam.

Autobus. Szklana kula i to zmęczenie. Ciągłe zmęczenie. Fizyczny ból ciała. Trzeba kupić chleb, ale… w sklepie będzie ostre światło, dużo ludzi, trzeba będzie podjąć decyzję. Nie, nie dziś. Może jutro. Jedziecie i jedyne, o czym jesteście w stanie myśleć, to żeby się wszystko skończyło. Teraz. Już. Od razu. Na zawsze.

Dom. Jesteście tak zmęczone i obolałe, że nie ma innej opcji niż położyć się spać. Zasypiacie. Miało być na chwilę, pół godzinki. Minęły dwie, a wy nie jesteście w stanie się wybudzić, a potem podnieść do pionu. Czas mija, a w głowie napierdzielają myśli o tym, co jeszcze dziś TRZEBA zrobić – sprawdzanie wypracowań, przygotowanie na kolejny dzień, jakieś materiały… Próbujecie pracować, ale mózg odjeżdża. Zaczynacie 5 rzeczy na raz, nie kończycie. Przypominacie sobie, że pół godziny temu miałyście zrobić sobie herbatę…a w ogóle, to jeszcze nic dziś nie jadłyście. Rzut oka do lodówki – nie…nie ma tam nic dobrego. Może tylko herbata. Trzeba zadzwonić i dowiedzieć się, co z ubezpieczeniem samochodu – znów całe ciało się spina. Próbujecie wybrać numer, ale gdy słyszycie sygnał, rozłączacie się. Oddychacie jak po maratonie. Panika. Kolejne minuty, to próba uspokojenia i powrotu do zajęć.

Wieczór. Włączacie telewizor i gapicie się bezmyślnie po raz enty na ten sam serial. Mózg nie jest w stanie przyjąć nic, co wymaga najmniejszej koncentracji – ani filmu, ani książki, ani rozmowy. Wyjście z domu nie wchodzi w grę. Nie macie siły, żeby doczołgać się do drzwi, nie mówiąc już o przyjęciu dodatkowych bodźców z zewnątrz. Kładziecie się do łóżka, ale nie ma mowy o zaśnięciu. Jedyna opcja to proszki nasenne. Tu pojawia się szansa, że rano obudzi Was budzik. Szansa, nie pewnik. Równie dobrze znów o 4.00 zacznie się Wasz dzień.

I tak dzień po dniu. Coraz bardziej odcinacie się od ludzi, bo każdy kontakt kosztuje mnóstwo energii. Na bok idą zainteresowania – nie macie zasobów poznawczych ani fizycznych, by w nie inwestować. Wasze życie to błędne koło, a każda czynność to wyzwanie.
Spróbujcie się w tym stanie sieciować. Spróbujcie przyjąć na siebie jeszcze obciążenie od drugiego człowieka. Powodzenia. .

Depresja nauczycieli - znikąd pomocy

To, co opisałam, to jest przypadek depresji pod kontrolą. Jest leczenie farmakologiczne, które raz działa lepiej, a raz gorzej. Trzeba sobie bowiem uświadomić, że nie ma „magicznej pigułki”, a leczenie depresji to przede wszystkim odpowiedni tryb życia – mniej bodźców, mniej stresu, przewidywalność oraz wsparcie w miejscu pracy. Czy jako nauczyciele to dostajemy? Nie, bo to przecież nie jest problem MEN-u! Zapewne zatem Ministerstwa Zdrowia i NFZ.

Gdzieś niedawno czytałam wypowiedź JNPMinistrów, że przecież nauczyciele mogą skorzystać z pomocy w ramach NFZ. Jako osoba ze zdiagnozowaną depresją mogę udać się na wizytę do psychiatry w maju 2029 roku. Natomiast z terapii psychologa mogę skorzystać na drugim końcu miasta (ode mnie jakieś 30 km w jedną stronę), bo w mojej dzielnicy – nie ma takiej szansy. A co! Zadzwoniłam sobie do przychodni, by sprawdzić. Tak więc – mogę, o ile wcześniej nie skoczę pod pociąg. Przynajmniej inwestycja PKP na linii otwockiej i budowa kolejnego toru na coś się przyda. Taki to „kompas jutra”. A Wy, Szanowne Panie? A Wy radźcie sobie same.

Po publikacji tego wpisu napisała do mnie masa ludzi. Moje refleksje odnośnie tych historii możecie przeczytać TUTAJ 

Dodaj komentarz