Kiedy umysł śpi…

Tym razem nie zdążyłam się przygotować. Po prostu robota mnie zawaliła. Kiedy o 7.50 we wtorkowy poranek odpalałam komputer, w mojej głowie było tylko marzenie o mocnej kawie i…totalna pustka jeśli chodzi o cel i przebieg najbliższej lekcji. W zaspanym mózgu kołatała się pomięta myśl, że chyba w tej klasie to ja już te Syzyfowe… zaczęłam. Ale co to ja ostatnio z nimi robiłam? Co miało być dziś? Całkowita amnezja wzmocniona brakiem kawy i ciśnieniem skłaniającym raczej do drzemki niż wysiłku intelektualnego.
Bezmyślnie zaczęłam przeglądać plik w komputerze, w nadziei, że znajdę jakiś sensowny gotowiec z poprzednich lat. Jak na złość wszystko nadawało się raczej na lekcje w klasie, a nie onlajny. Kiedy już traciłam nadzieję na ratunek, wpadło mi w oczy zdjęcie, które kiedyś ściągnęłam do jakiegoś spektaklu. Deus ex machina. Za dwie ósma.
Oczywiście, mój deus był niemy i nie podpowiedział mi, co z tym fantem, a raczej fotką, zrobić. Trudno. Trzeba iść na żywioł. Kiedy zaczynałam zajęcia, nie miałam bladego pojęcia, dokąd zmierzamy. Zero przytomności. Zero pomysłu. Na szczęście stara fotografia przejęła stery i do tego okazała się całkiem niezłym nawigatorem.

Co można przeczytać z fotografii?
Na samym początku lekcji udostępniłam uczniom swój ekran i poprosiłam, aby znaleźli jak najwięcej podobieństw między lekturą a zdjęciem. Dzieciaki pracowały samodzielnie, aby po chwili wymienić się spostrzeżeniami. Na podstawie tego ćwiczenia jedna z uczennic przygotowała interaktywny obrazek, który jeszcze nie raz wykorzystam 🙂

fot. Maksymilian Fajans

„Twierdzą nam będzie każdy próg”
Zdjęcie skierowało lekcję w stronę rodziny Borowiczów. Poprosiłam uczniów, aby odszukali informacje o rodzicach Marcinka. Wspólnie zapisaliśmy informacje na tablicy:

Następnie poprosiłam uczniów, aby odpowiedzieli pisemnie na dwa pytania. Zwróciłam im uwagę, że mogą wykorzystać wiedzę z poprzedniej lekcji i poszukać podpowiedzi w historii.
Pytania:

  • Dlaczego Borowiczowie, mimo iż kultywowali język i tradycje polskie, nie rozbudzali w Marcinie poczucia patriotyzmu?
  • Dlaczego rodzice – Polacy posłali Marcinka do szkoły i pozwolili na jego rusyfikację?

Odpowiedzi uczniów były naprawdę ciekawe. Zwrócili oni uwagę na to, że rodzice nie ucząc Marcina postaw patriotycznych, po prostu go chronili. Doświadczyli represji i chcieli, aby nie dotknęły one ich syna. Rodziców nie stać było na prywatnego nauczyciela. Wykształcenie w tamtych czasach było przepustką do lepszego życia, dlatego też postanowili zapewnić Marcinowi edukację taką, jaką mogli.
Uczniowie zauważyli, że rodzice Marcina musieli podjąć trudną decyzję, czy zadbać o wykształcenie dziecka czy o jego narodową tożsamość. Zwrócili uwagę na to, że Marcinek był jedynakiem, a rodzice pozwalając na jego rusyfikację, godzili się na to, że ich wnuki będą Rosjanami.
Powiem Wam, że byłam zaskoczona dyskusją, która wywiązała się pod koniec lekcji. Uczniowie bardzo głęboko weszli w emocje bohaterów i rozmawiali o tym, czy na miejscu Borowiczów podjęliby taką samą decyzję. Czy wybraliby szczęście osobiste i bezpieczeństwo syna czy jednak tożsamość narodową przyszłych pokoleń i być może przetrwanie narodu. Zdania i argumenty były bardzo różne.
Na koniec zapytałam uczniów, jak oceniają postawę Borowiczów? Refleksja była taka, że nie powinniśmy ich oceniać, bo musieli podjąć trudną decyzję, zależną od indywidualnego systemu wartości. Wow.

Szczęka na ziemi
Lekcję, która zaczynałam z zupełną pustką w głowie, kończyłam z wypiekami na twarzy i dumą w sercu. Szczerze? Nie mogłam uwierzyć, że dzieciaki dokonały aż tak głębokiej analizy sytuacji. Odniosły się do sytuacji historycznej, relacji rodzinnych, zwróciły uwagę na ciągłość pokoleniową i jej znaczenie w czasach zaborów. Zwróciły moją uwagę na to, jak głębokie znaczenie ma fakt, że Borowicz był jedynakiem. Nigdy o tym w takich kategoriach nie pomyślałam. I jeszcze ta nieprzygotowana lekcja stała się idealną wyjściową do rozmów o rusyfikacji. A wszystko przez brak kawy i starą fotografię.

 

Dodaj komentarz